Wiem, że trochę późno zarzucami takimi niezbędnymi poradami na trwały, lekki a efektowny makijaż letni, ale jestem strasznie zabiegana. Wczoraj wróciłam z joba we Wroclove na którym byłam prosto z Paryża do którego wybrałam się na póki co jedyny 5 dniowy urlop wakacyjny. Tak więc nie miałam kiedy wrzucić, mimo, że materiał gotowy był dawno, a i go stworzyłam zbyt późno, bo dopiero dotarł do mnie sprzęt dzięki któremu od teraz będę robić regularne filmy w świetnej jakości.
Jak nie w tym roku już, to może propozycja makijażu albo te porady przydadzą się Wam na następny. No chyba, że odważniejszym dziewczynom także jesienią.
zapraszam do siebie na instagram i fb, gdzie na bieżąco wrzucam foty z życia prywatnego, pracy, a także moje prace z portfolio :
Cześć! Kolejni ulubieńcy i pierwsi tak konkretni, że z lipca. Jeśli to wideo będzie cieszyć się powodzeniem, to będę praktykować je już regularnie. W końcu doszły do mnie ostatnie sprzęty niezbędne do zbudowania mojego domowego i profesjonalnego set up'u, więc mogę teraz z grubą rurą zacząć dla Was produkować to wszystko co siedziało mi w głowie od dawna. Ale jakby ktoś miał życzenia co do kolejnych makijaży, filmów lub postów, to chętnie przyjmę sugestie.
(zapomniałam zrobić jak zwykle zdjęć produktów, więc aby je zobaczyć proszę o zajrzenie w wideo)
Jeśli chodzi o moich ulubieńców, to na pewno nie mogę, nie wspomnieć mojego ulubionego magazynu tego miesiąca w którym to mam swoją publikację, ale jaką to więcej o tym w filmie.
Jeśli chodzi o ulubieńców kosmetycznych, to jedziemy z tym:
1. Oczywiście Bielenda, CC Cream Body Perfector.
Wyczerpująco na jej temat mówiłam w tym filmie, więc najlepiej polecam go obejrzeć, bo nie ma potrzeby się powtarzać ze wszystkim:
W skrócie mówiąc, jest to mega tani produkt, bo mając 175 ml kosztuje ok 22 zł, a pełni rolę balsamu, samoopalacza, rajstop w spray'u a nawet kremu z filtrem w jednym, bo chyba nawet zawiera w sobie SPF. Powoduje, że nasze ciało wygląda bosko! Niczym z magazynu lub Jennifer Lopez z teledysków, więc kiedy latem pokazujemy dużo więcej ciała niż przez cały rok i chcemy mieć wygląd ciała bardzo zadbanego, lekko opalonego i bez siniaków, przebarwień lub pajączków, to ten produkt staje się dla nas obowiązkiem! Daje rozświetlone, satynowe wykończenie dzięki czemu nasza skóra w słońcu ma niesamowity blask, który jest bardzo seksowny.
Rozprowadza się wspaniale, nie tak jak samoopalacz albo rajstopy Sally Hansen, w dodatku nawilża, a przy tym nie brudzi ubrań. Jest to mój najlepszy i obowiązkowy przyjaciel w mojej pracy. W powyższej sesji do Playboya także go używałam i to właśnie on wspomógł wygląd Anity, że na zdjęciach BEZ PRZERÓBKI wygląda nieziemsko. Na tyle daje wspaniały efekt, że zdjęcia opublikowane zostały całkowicie bez retuszu. Tylko mój makijaż i Bielenda. Pracując przy lookbookach także stosowałam go na nogach w ciężkich kondycjach, nawet ze strupami i siniakami oraz prześwitującymi żyłkami i pajączkami, a pomagał mi niesamowicie. Zastąpił mi dużo droższy MAC Face&Body Foundation, bo pełni taką samą rolę, a może i nawet lepiej kryje.
Występuje także w wersji ciemniejszej i jednocześnie wodoodpornej.
2. Szminki Golden Rose, seria Velvet Matte, odcienie 04, 06 i 11 oraz Miss Sporty, odcień 058 Malaga.
Moim sposobem na intensywny, kolorowy i letni makijaż to neonowa pomadka na ustach. Dlatego, żeby zaoszczędzić czas na makijażu codziennym, a jednocześnie uzyskać ekstra, rzucający się wszystkim w oczy efekt, zawsze sięgam po jakąś żarówiastą szminkę. W ostatnim miesiącu te szminki były chyba najczęściej przeze mnie używanymi i to nie tylko na mnie, ale także na klientkach.
Pomadki Golden Rose z serii Velvet Matte są mega trwałe, intensywne i nie wysuszają ust, a przy tym mają w swojej gamie wszystkie modne, świetne kolory niezbędne do zrobienia każdego makijażu. (no może poza fioletami)
3. Czerwony, pogrubiający tusz do rzęs z Essence, Colour Flash, odcień 03 Contains Carmine
To drugi z najlepszych sposobów na urozmaicenie i ożywienie makijażu letniego, dodając mu koloru i życia na twarzy, ale przy tym nie bawiąc się w żadne tęcze na powiekach, które ciężko stworzyć i wymagają większej ilości kosmetyków. A tusz przecież każdy potrafi sobie nałożyć, to podstawa makijażu, którą każda kobieta przecież ogarnia :)
Używając tego produktu przede wszystkim zwracałam uwagę na to jaki daje mi nietuzinkowy efekt, a mniej na to jak pogrubia, wydłuża itd. bo jakoś nie na tym mi zależało. Głównie chodziło mi o efekt jaki daje w postaci koloru. Zresztą z tego co widzę to nie zdarzają się kolorowe tusze do rzęs, które jednocześnie robiłyby jakiś ogromny wachlarz rzęs. Grunt, że się nie osypywał, a przy tym był tani, bo ok. 9 zł.
4. Cień w kremie Essence, z limitowanki Balerina Backstage, odcień złoty.
Nie będę się o nim rozwodzić, bo nie jest już do kupienia. Jednak idealnym jego zamiennikiem jest cień z Maybelline Colour Tattoo, który będzie pełnił taką samą funkcję.
Uwielbiam go w ciągu roku jako podstawę pod inne cienie pudrowe, które używam do uzyskania efektu smokey eyes, a latem uwielbiam używać go w pojedynkę, bo jednak to produkty w takiej konsystencji należy używać w tym okresie, jeśli chcemy uzyskać trwały i stylowy makijaż oka. Produktu pudrowe, a tym bardziej cienie nie współpracują dobrze z potem i słońcem, kiedy skóra nam się nadzwyczaj poci i świeci. A produkty kremowe wyglądają wtedy dużo naturalniej i nie tworzą efektu ciasta na twarzy. Mniej się rolują na powiece w przypadku cieni w przeciwieństwie do tych pudrowych. No chyba, że zastosujemy go jako bazę pod inne cienie, to wtedy jest to idealne combo, tworząc najbardziej możliwie trwały makijaż oka. Sam nałożony ten cień cudownie mieni się w słońcu, rozświetlając oko, a także pięknie wygląda na ciemniejszej/opalonej skórze. Można nim uzyskać efekt makijażu Goddies, takiego niczym bogini lub Jennifer Lopez.
5. Znowu produkt Essence i nie do kupienia już - róż w kremie.
Tutaj sprawa ma się tak samo jak w przypadku kremowego cienia. Zapewnia mi idealne stopienie się z podkładem, dzięki czemu daje bardzo naturalny efekt, niczym prawdziwego zarumienia się polików. W dodatku jest dużo trwalszy niż pudrowy, łatwiej się go nakłada, trudniej nim o plamy. A konkretnie akurat ten jest moim ukochanym, bo ma nieziemski neonowy odcień, który idealnie mi pasuje do intensywnych neonowych szminek, więc jest idealny na lato.
6. Brązer Essence, seria Sun Club, odcień 01 Natural (ojeny ile tych produktów Essence w tych ulubieńcach)
Najjaśniejszy odcień brązera jakiego spotkałam, który idealnie sprawdza mi się nie tyle u mnie, jak u moich bardzo jasnych klientek/modelek. A w szczególności przy karnacjach piegowatych i posiadaczek rudych włosów. Jest to też świetny pierwszy krok w profesjonalnym konturowaniu 3D. W sumie to do tego używałam go w ostatnim czasie w każdym makijażu na kimś, a miałam i 6 modelek z rzędu do pomalowania, dlatego mimo krótkiego czasu posiadania go, już dotknęłam denka.
Jest bardzo miękki, więc dobrze się rozciera nie tworząc plam, a w dodatku niesamowicie pachnie kokosem, co wzbudza pobudzenie i zainteresowanie dosłownie każdej malowanej przeze mnie osoby, nawet mężczyzn :) Chcą mi go wręcz ukraść, albo chociaż koniecznie muszą wiedzieć, gdzie ten produkt można dorwać. Nie miałam jeszcze nigdy wcześniej kosmetyku do makijażu, który by tak wszystkich powalał zapachem.(no może poza pomadkami w płynie Essence)
7. Na sam koniec perełka pielęgnacji - krem do twarzy na dzień przeciwzmarszczkowy z koenzymem Q10 z Cien (marka Lidla) za ok 7 zł
Jest to dla mnie moje kolejne odkrycie, gdyż jest to fenomen jeśli chodzi o kremy do twarzy. O tym produkcie dowiedziałam się z artykułu o tym jak marki kosmetyczne typu Chanel, Estee Lauder i inne z tej samej półki cenowej istnieją na rynku z tak wysokimi cenami nie ze względu na jakość produktów i cudotwórczy skład, a obszerny marketing i prestiż jaki dana marka sobie wykreowała. Odkrycie to dla mnie żadne nie jest, bo jako marketingowiec z zawodu, jest to dla mnie oczywiste, ale jakie moje zdziwienie było, kiedy w porównaniu do nich na I miejscu w kwestii najlepszego składu znalazł się właśnie ten krem z Lidla. Podobno zawiera w sobie składniki dużo bezpieczniejsze i dużo lepiej wpływające na naszą skórę, aniżeli te za 200-300 zł. Zaraz po nim były nasze rodzime kremy z Ziaji.
I potem mi się dziwić, że propaguję, by na siłę nie przepłacać za kosmetyki, bo w większości przypadków cena nie ma przełożenia na jakość i można znaleźć równie dobre, a nawet i lepsze na tańszych półkach.
Okazało się, że ten krem faktycznie idealnie sprawdza się na KAŻDEJ SKÓRZE. Po przetestowaniu go, z powodzeniem i świetnymi efektami stosuję go na moich modelkach/aktorach a nawet na klientkach. Jeśli chodzi o krem nigdy nie ryzykuję, dopóki nie jestem pewna, że dany produkt nikomu nie wyrządzi krzywdy. Ten wręcz przeciwnie. Przyswaja się na różnych typach cer. Świetnie łączy się z podkładami, a nawet miesza, np. z Dermacolem. Pięknie stapia się ze skórą, nawilża odpowiednio, niweluje suche skórki i sprawia, że każdy podkład cudownie się rozprowadza i scala ze skórą. Nawet ten, który do tej pory warzył się na twarzy albo powodował suche skórki.
I te wszystkie dobrodziejstwa za mniej niż 10 zł i tak powszechnie dostępne.
Nie mogę stwierdzić jak się ma jego przeciwdziałanie zmarszczkom, ale to naprawdę dla mnie przy tylu zaletach nie ma najmniejszego znaczenia.
I to na tyle.
ZAINTERESOWAŁ WAS JAKIŚ PRODUKT? A MOŻE JUŻ KTÓRYŚ Z NICH UŻYWALIŚCIE? TO DAJCIE ZNAĆ CO O NIM SĄDZICIE, BO JESTEM CIEKAWA.
W dzisiejszym poście możecie zobaczyć jak spędziłam weekend w Warszawie na spotkaniu i szkoleniu w naszej agencji Mediakraft ze znanymi Wam dobrze youtuberami, a w dodatku podobnie jak rok temu odważyłam się na pewną metamorfozę fryzurową.
Niby to nic niezwykłego dla większości z Was, ale gdybyście znali moje podejście dotychczasowe do farbowania włosów, wiedzielibyście jak wielka to zmiana w moim życiu. Mam taki moment w życiu, że bardzo potrzebowałam zmiany. Zakończenie pewnego etapu w życiu i rozpoczęcie nowego, tego najgorszego, zmienia mnie nie tyle wewnętrznie, ale także skłania do potrzeby zmian zewnętrznych. Odświeżenie koloru moich włosów uznałam za
dobry pomysł na zmianę. Choć to nie wszystko, bo w planach mam większe zmiany wyglądu ;)
i po ...
Można
pomyśleć, że to na pozór zwykłe farbowanie, albo co gorsza pasemka. A
ja jak już miałam zerwać swoje postanowienie i zdecydować się na
pierwszą taką zmianę po 24 latach, to tylko na coś unikatowego i
najbardziej stylowego o czym świadczy fakt, że noszą to ostatnio
wszystkie gwiazdy Hollywood
-> SPLASH OMBRE = ombre pionowe, czyli rozjaśniane refleksy
imitujące odbicie słońca, w moim przypadku połączone z ombre poziomym
przy zachowaniu swoich odrostów. Jest to najnowsza forma farbowania ombre.
Jest to piękny efekt, bo powoduje, że kolor mieni się w zależności od
tego jak się spojrzy, jak ruszy głową lub jak odbije się słońce.
Zrobienie czegoś takiego to kilka godzin pieprzenia się, użycie dwóch
rodzajów farb, a wykonanie tego na naturalnych włosach, żeby przejścia
między farbą a naturalnym kolorem wyglądały naturalnie, to level hard,
dlatego zaufać mogłam tylko jednej osobie! Jeśli jesteś z Warszawy i
potrzebujesz stylowej zmiany, musisz poznać ten młody talent! Koniecznie! Dodam na zachęte, że stylizuje największe gwiazdy w Polsce oraz najbogatsze głowy w kraju, czesze w programach tv i pracuję na codzień w Atelier Leszka Czajki, więc można mu ZAUFAĆ!
z cudowną Karoliną; świetna kobieta!
zielone piwo? tylko w Lemoniadowym Joe na Chmielnej sprytnie schowanym, gdzie mozna kupić z kilkunastoma rodzajami syropów do piwa, ja wzięłam Blue Curacao i taki dało efekt:
część Mediakraftowej familii
a drugiego dnia przyjemna praca i produkcja 3 filmów z Karoliną na mój i jej kanały; jak się nie będzie wstydzić, to lada dzień będzie na jej kanale poradnik z mini makijażem jak wykonać trwały makijaż na lato
a także tutorial fryzurowy z trzema prostymi fryzurkami do wykonania na lato
a na moim kanale pojawi się TAG ekstremalne scenariusze, ktoś ciekawy? ;)
ŚWIETNI LUDZIE! DOBRY WYPAD. DO PRZECZYTANIA I OBEJRZENIA! pozdrawiam, całuję, tulę Emilia Cecylia
Nic dodać, nic ująć, musisz obejrzeć po prostu mój najnowszy film jeśli chcesz poznać tani i stosunkowo nowy produkt,
dzięki któremu Twoje ciało latem będzie wyglądać bosko. Zapraszam!
Tylko się nie przestrasz. Jeśli chcesz zostać
wizażystko-stylistko-blogerką a w dodatku pisać mgr po nocach to tak będziesz właśnie wyglądać
To nie jest śmieszne, ale wybaczcie ten wygląd. Po prostu taki maraton
intensywnych miesięcy w końcu się udziela i jak zaraz nie będę mieć
urlopu to wykituję, a musiałam zrobić ten film jak najszybciej :)
Naprawdę nie chciałabym się Wam żalić, ale chyba po moim wyglądzie można się domyślić, jak ciężko pracuję, od dnia do nocy, intensywnie, ciągle w podróży. Życie zawodowej wizażystki, w kategorii profesjonalnej to naprawdę ciężka sprawa. To nie jest takie cukierkowe i fancy jakby wydawało się patrząc po yt i tym jak sobie to wyobrażamy. Do tego piszę magisterkę, nie mając życia prywatnego kompletnie, o śnie niewspominając. Bywało w ostatnim czasie, że spałam tylko kilkanaście godzin w tygodniu, ale dlaczego tak, to będziecie mogli zobaczyć na moim filmie jaki przygotowuję o całym tygodniu z mojego życia jako wizażystki. Póki co możecie zobaczyć krótką jego wersję, taki jakby zwiastun:
Mam nadzieję, że miło spędziliście czas przy moich filmach :) pozdrawiam, całuję, tulę, Emilia Cecylia
Cześć! Pierwszy raz od dawna jak obiecałam, tak robię, czyli mam dla Was nowy post z nowym filmem i nową garścią niezbędnych informacji, jeśli jesteś zainteresowana ulepszaniem swoich zdolności makijażowych. No więc zapraszam.
Jak w tytule, chcę się z Wami podzielić kilkoma trickami makijażowymi z udziałem białej/cielistej kredki.
Na samym początku dodać muszę, że to produkt wielozadaniowy w bardzo ważnych zastosowaniach. Jest niezbędny do korygowania pewnych części twarzy. Efektu użycia kredki nie widzi się na pierwszy rzut oka. To pewne niuanse, których nie dostrzega się, ale w ogólnym wrażeniu robią ogromne różnice, upiększając buzię. Dzięki białej lub cielistej kredce możemy uzyskać to na czym nam kobietom zawsze najbardziej zależy i czego u siebie pragniemy, a co ?
To czytaj dalej.... :)
1. Powiększenie oka, dodanie mu świeżości i takiego bardziej wypoczętego, promiennego spojrzenia.
Poprzez nałożenie jej na linię wodną. I w zasadzie to tyle można o tym powiedzieć, bo jak to robić i jaki daje efekt widać na moim wideo do którego odsyłam poniżej postu. Stosuję ten trik zawsze w moim i klientek makijażu dziennym, ale także wieczorowym jeśli chcę uzyskać taki bardziej "otwarty" i powiększony typ makijażu oka. Nie wyobrażam sobie zostawić linii wodnej niepomalowanej, czy to na czarno w make upie wieczorowym, czy białą/cielistą przede wszystkim w dziennym. To stanowi taki ostatni szlif makijażu oka i czyści tym samym linię wodną po nałożeniu tuszu do rzęs. Jeśli użyjemy do tego białej kredki, to efekt ten uzyskujemy taki dzięki wizualnemu złudzeniu, że powiększony został obszar białka oka. To naprawdę czyni cuda i daje ogromną różnicę. Dla mnie to mus.
2. Unoszenie brwi, tym samym "otwieranie" oka, powiększanie optycznie obszaru pod brwiami oraz definiowanie ich kształtu.
Poprzez narysowanie kreseczek pod samą linią brwi i dokładne ich roztarcie.
To świetny patent na efekt liftingu brwi, ale bez użycia igieł i wydania setki złotych :)
To sprawia, że makijaż oka i same brwi wyglądają na takie bardziej uniesione, wykończone, wyczyszczone, staranne i gustowne. Jest to niezbędne w przypadku, gdy ktoś całkiem mocno podkreśla brwi lub dużo nadbudowuje ich kształt. Można to zrobić od dołu brwi, ale także od góry jeśli i tam podkreślałyście ich kształt za pomocą kosmetyków do brwi. Jednak ja osobiście w swojej pracy i na sobie także, wolę zamiast tego użyć korektora lub jaśniejszego odcienia podkładu, którego używam do konturowania całej twarzy. 3. Rozświetlanie wewnętrznych kącików oka, powodując powiększenie oczu oraz dając bardziej wypoczęte, promienne spojrzenie.
Jest to więc świetny trik do stosowania w makijażu porannym, kiedy wstajemy wcześnie i chcemy wyglądać w pracy lub szkole na wyspane i ładne.
Ważne, żeby tylko rozetrzeć nałożoną kredkę, aby efekt nie był zbyt widoczny. Nie o to chodzi, żeby ktoś zobaczył, że macie tam nałożoną kredkę, ale żeby go oszukać, że takie spojrzenie macie naturalnie :)
Jednak, uwaga! Nie zaleca stosować się tej metody w przypadku oczu daleko od siebie rozstawionych. (Chociaż należałoby tej zasady bardziej przestrzegać dopiero wtedy, gdy będziecie miały robione zdjęcia, bo na codzień gołym okiem, face to face nie jest to aż tak dostrzegalne.)
4. Ujednolicenie powieki, utrwalenie cieni oraz stanowienie bazy pod nie, która spotęguje nakładany kolor i najtrafniej go odda.
Czy należy coś dodać? Po prostu wystarczy nałożyć ją na powiekę równomiernie, a następnie dokładnie rozetrzeć najlepiej palcem. Jeśli ktoś woli, bo chce aby nakładane produkty lepiej mu się rozcierały, to niech przed cieniami przepudruje powiekę. Taka kredka daje naprawdę świetną bazę, która przedłuża trwałość makijażu, a przede wszystkim podbija kolor cieni i oddaje ich rzeczywisty kolor z opakowania, że wystarczy nawet niewielka jego ilość, żeby uzyskać pożądaną intensywność. Niektóre bazy lub nałożenie korektora dają cieliste wykończenie, przez co kolory mają bardziej brązowawe zabarwienie. Przykładowo, (co widać na powyższym zdjęciu) kolor żółty nałożony bez kredki (prawe oko) jest bardziej zgniły, ciemniejszy, a nałożony na kredce (lewe oko) jest soczystą, wręcz neonową żółcią. Przekonałam? 5. Powiększenie ust i uczynienie ich bardziej wypukłymi, ponętnymi i zmysłowymi.
Nakładasz kredkę na łuk kupidyna, czy serduszko ust, zwał jak zwał oraz nieco wzdłuż linii górnej wargi a następnie delikatnie rozcierasz. Można także pojechać dalej oraz wzdłuż dolnej wargi, ale to zależy jaki efekt się chce osiągnąć. Takie obrysowanie ust podobnie jak brwi, sprawi, że usta się bardziej jakby podkreślą i wybijają na pierwszy plan. Jest to dobra metoda przy ciemnych kolorach ust, na codzień niekoniecznie, choć do tego to ja i tak wolę bardziej znowu korektor lub podkład. No chyba, że macie kredkę cielistą, to wtedy jak najbardziej, bo pełni to rolę takiego korektora. Tak samo w przypadku podkreślania brwi od góry.
Co jeszcze musicie wiedzieć ?
*dla lepszego efektu można dopasować odcień kredki do karnacji i rodzaju makijażu; biała kredka może dawać zbyt intensywny efekt, tym bardziej w przypadku ciemnych karnacji, więc wtedy należy sięgnąć po kredkę cielistą/różowawą/lekko żółtawą
* kredka taka musi być naprawdę dobrej jakości, mocno napigmentowana i miękka, aby łatwo zostawić kolor na linii wodnej i nie poranić Was na tym delikatnym obszarze oka
*miękka też dlatego, aby łatwo się rozcierała bez większego pocierania i to w każdym z 5 przypadków
* najsłynniejszą białą kredką do takich zadań specjalnych jest NYX, Jumbo Pencil w kolorze Milk, ok 30 zł, dostępna w Douglasie
*moją ukochaną od lat jest kredka z Avonu, ale nie wiem czy jeszcze jest dostępna, a była dużo tańsza, ok 10 zł
* za to najsłynniejszą i najlepszą kredką cielistą jest ta z Illamasqua, a tańszą opcją jest z Max Factora lub Isadora którą to ja posiadam; można także znaleźć w szafie Catrice oraz My Secret
Chcesz to wszystko zobaczyć w praktyce w postaci krótkiego wideo? To zapraszam do obejrzenia mojego filmu poradnikowego, gdzie prezentuję i omawiam to co napisane wyżej :)
Czy nie odkryliście w tym poście żadnej Ameryki i wszystko Wam było znane ? Jeśli nauczyliście się czegoś to mnie to bardzo cieszy i będzie miło jeśli dacie o tym znać w komentarzu lub udostępnicie dalej.
Hello! Skończył się niesamowicie intensywny dla mnie tydzień w którym każdy dzień spędziłam w pracy i to codziennie innej, a nawet i w różnych miejscach w kraju. W domu byłam ledwo na sen i to też tylko na kilkanaście godzin w ciągu całego tygodnia, ale o tym jednak później ukaże się film pod tytułem "tydzień z życia wizażystki". Dziś za to mam do pokazania zaległe moje skromne ubiory do pracy i nie tylko, raz na mój bal na studiach. Takie bez nadęcia. Każda praca inna, każda rządzi się swoimi prawami, mój zawód akurat daje mi dowolność i bardziej luźniejsze podejście do kwestii ubioru, a nawet i wręcz nakazuje na pewne szaleństwa i kontrowersje, gdyż pełni rolę kreowania wyglądu.
Jak zapewne zauważycie są to stylizacje w których główną rolę grają moje ukochane, upragnione botki z Bershki, które już na początku sprawiły mi ból i rozczarowanie, ale po moim genialnym pomyśle rozepchania ich stały się najwygodniejszymi i najpraktyczniejszymi butami ever, nawet jeśli do czarnej skóry średnio pasują ;)
Ps. Właśnie montuję dla Was film z recenzją, a w następnym poście pojawię się z innym filmem i recenzją o 5 zastosowaniach białej kredki. Stay tuned!